RSS
 

Koniec szczęścia…

18 cze

Ostatnio był burzliwy okres… Mój mąż przestał się mną interesować. Jednak nie jest taki, jak myślałam. Zrobił się chamski, okłamuje mnie. Ciągle kręci a ja cierpię… Zaczęłam pracować od wczoraj na cały etat w cukierni. Może to pomoże mi poradzić sobie z emocjami? Może się wtedy do końca nie załamię?

Bo jakie mam perspektywy? Kto będzie chciał kobietę z nadwagą i rozstępami, z małym dzieckiem, która WSZYSTKO poświęciła dla swojej rodziny? Nie wyobrażam sobie teraz mojego życia… 21- letnia rozwódka i samotna matka. Po prostu cudownie.

Żyję ciągłymi podejrzeniami, co mój mąż robi za moimi plecami. Znajduję szpilki w jego aucie, rachunek (kiedy niby był w pracy- oczywiście niepłatnie) na dwie osoby z restauracji, odsunięte na maksa do fotelika córeczki siedzenie od strony pasażera (zawsze odsuwam, by córka miała miejsce na nóżki- ale oczywiście telefon mu spadł i odsuwa siedzenie) i inne rzeczy… On oczywiście znajduje ciągle jakieś wytłumaczenia. I tak jest cały czas. Na seks jest zbyt zmęczony, boli go głowa (może jeszcze ma okres), zestresowany. Dla mnie to jest dziwne. Jest wobec mnie oschły i dosłownie chamski. Odebrał mi radość z życia i jakąkolwiek chęć istnienia. Tak to wygląda od kilku miesięcy. Zrobił mega duże kredyty na mojej karcie. Nie pracuje… ale nagle znajduje pracę, gdy ma zostać z dzieckiem, bo ja poszłam do pracy. Mam już dosyć. Jestem wykończona psychicznie. Mam mętlik w głowie i nie wiem co robić. Gdy tylko mówię mu, że ma się wyprowadzić to przez tydzień on się poprawia a potem dowala mi tak, że mam myśli samobójcze.

Nie chcę zostać sama z dzieckiem… Nie mam pomocy od rodziny. Nie mam nikogo…

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Teraźniejszość

 

Dziecko zwykłego Świadka vs dziecko Nadzorcy Zboru

05 maj

Opowiem Wam śmieszną historię. Bo dla mnie jest to zwyczajnie absurdalne. :)

Ogólnie ze względu na to, że wyprowadziłam się z mamą, która zdradziła tatę, zabrała męża innej kobiecie i Zborowi super Starszego byłam trochę odtrącana. Niewiele osób chciało się ze mną przyjaźnić, jakbym była skażona po kontakcie z wykluczonymi. Dla mnie nie miało znaczenia, że są wykluczeni. Byli moimi rodzicami bez względu na przynależność do społeczności religijnej. Pamiętam, jak bardzo byłam gnębiona za to, że wyprowadziłam się z mamą. Mój brat ze mną nie rozmawiał. Ojciec cały czas chodził ze mną do Starszych. Powiedział mi, że „naplułam Bogu w twarz”. Moja macocha za każdym razem, gdy przyjeżdżałam do taty wyzywała mnie, wrzeszczała, wyzywała moją mamę i z niej żartowała. Nastawiali mnie przeciwko własnej matce. Chcieli wymusić, żebym wprowadziła się do ojca.

Ja jako sprytne dziecko wykorzystywałam spięcia między rodzicami i ich brak kontaktu. Mogłam dzięki temu zażyć trochę wolności. Mówiłam mamie, że jadę do taty na kilka dni a jechałam np. do przyjaciółki. Pamiętam, jak wyszło kiedyś, jak mnie nie było tydzień w domu… Oj, działo się. :/ Ale właściwie to czasem korzystałam z tego w inny sposób. Np. tato ogólnie chciał być super i zawsze mnie bronił. Zawsze miałam rację. ;) No więc jak nie chciałam iść do szkoły to czasem po mnie przyjeżdżał i jeździliśmy na lody czy w inne miejsca. Mało wychowawcze ale dobrze to wspominam. Często nie mówił mamie, co głupiego zrobiłam, żeby oszczędzić mi nerwów i spięć z nią… Był wtedy moim bohaterem. I do dziś nie uważam, że zrobił coś naprawdę bardzo karygodnego. Dał mi chwile beztroskiego dzieciństwa, których nie było zbyt wiele.

Ale przejdźmy do meritum. Zaprzyjaźniłam się z córką Nadzorcy Zboru (tak to się nazywało, prawda?), Rut. Byłyśmy niepełnoletnie. Właściwie to ona mnie nauczyła kilku rzeczy. Ona przynosiła piwo, papierosy itd (ale właściwie nigdy nie lubiłam). Systematycznie się cięła. Czasami łykała sobie więcej tabletek psychotropowych od przyjaciółki. I wiecie co? Miała Komitet w tym samym czasie co ja za DOKŁADNIE TO SAMO. Ja zostałam ograniczona, a jej nic nie zrobili. Zawsze zwalała winę na mnie. Miała paranoję po moim wykluczeniu, jak do niej napisałam, że ktoś się o tym dowie itd. Więc nie mam z nią kontaktu. A szkoda, bo naprawdę świetnie się z nią dogadywałam. Chciała odejść ze Zboru ale bała się… Wiedziała, że rodzina zerwie z nią kontakt, a ojciec straci pozycję w Zborze. To smutne musieć żyć w zakłamaniu i strachu… Robiła gorsze rzeczy ode mnie, naprawdę. Ale to mnie wykluczyli. :) Ją zawsze wybielał ojciec.

Co tak naprawdę się liczy? Starania w Zborze i służbie dla Jehowy czy pozycja?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Zasady gry

 

List do mamy

03 maj

Kochana mamo!

Tyle czasu miałam do Ciebie żal… O coś co zrobiłaś albo nie zrobiłaś/jaka jesteś i jaka powinnaś być. Teraz sama jestem mamą i potrafię wiele zrozumieć. Wiem, ile trudu włożyłaś w moje wychowanie. Ile łez Cię to kosztowało. Wiem, jak bardzo mnie kochasz. Nie byłam planowanym dzieckiem, tak jak moja córeczka. Ale robiłaś wszystko, żeby wychować mnie na mądrego, dojrzałego człowieka.

Jest mi przykro, że uważasz, jak sama ostatnio powiedziałaś, że „Nic nas nie łączy, bo nie mamy więzi duchowej”. Ja tak nie uważam. Łączy nas wiele ale dzieli nas religia, którą postawiłaś już dawno na pierwszym miejscu. Pomimo tego, że przez nią tak wiele wycierpiałaś. Żałuję, że nie możemy normalnie rozmawiać, bo boję się jak coś odbierzesz. Żałuję, że momentami szczerszą rozmowę mogę przeprowadzić z teściową ale nie z Tobą. Nie jesteś już taka, jak kiedyś. Ciężko mi się z Tobą rozmawia. Masz trudny charakter. Jesteś przewrażliwiona na praktycznie każdym punkcie. Ale nie pisze po to, by Ci wypominać cokolwiek albo pisać, jakie masz usposobienie.

Chciałam Ci powiedzieć, że zawsze doceniałam to, że mnie broniłaś. Że pomimo sprzeciwu wszystkich twardo stąpałaś po ziemi i wysłałaś mnie na terapię. Że rozwiodłaś się z ojcem, który był toksyczny dla całej naszej rodziny i poślubiłaś kogoś, kto Cię kocha, szanuje i daje poczucie stabilizacji. W głębi serca nadal marzę, że kiedyś zrozumiesz to, co ja. Są dni, że łudzę się… że odejdziesz. To jedyne, czego tak mocno pragnę. Tak samo, jak Ty pragniesz mojego powrotu.

Mamo… Przepraszam Cię. Byłam samolubną gówniarą. Tak wiele złego Ci wyrządziłam. Musiałaś bać się o moje życie tyle razy. Domyślam się, jak upokorzona czułaś się zawożąc mnie do szpitala w sama wiesz jakim stanie… Jak musiałaś tłumaczyć się lekarzom. Jak ciężko było wychowywać nastolatkę z depresją i zaburzeniami osobowości. Chciałam być silniejsza, lepsza ale to wszystko mnie przerastało.

Jeśli znajdziesz te list- wiem, że będziesz zła. Znów się załamiesz. Ale wiem, że zrozumiesz to, że chcę pomóc innym. Tego nauczyłaś mnie Ty, a nie religia.

Kocham Cię i zawsze będę.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii MOJA HISTORIA

 

Życie nastolatka Świadka Jehowy- część III

30 kwi

Skończyłam na pobycie w Zakładzie Psychiatrycznym, w którym byłam 2 miesiące. Z tego co pamiętam były to jedne ze spokojniejszych miesięcy w tamtym okresie. Podczas mojego pobytu tam rodzice przeszukali mój pokój, przeczytali mój pamiętnik oraz (mój ojczym jest informatykiem) przeczytali wszystkie moje smsy i maile, gwałcąc w ten sposób moje prawa i wkraczając w moją sferę intymną i prywatność. Nie mieli prawa. Czułam się zdruzgotana. Przestali się do mnie odzywać. Nie chcieli wziąć mnie na przepustkę do domu, gdy wszystkie dzieci wracały na ferie zimowe do rodziców. Byłam „najgrzeczniejsza” na oddziale. Pomagałam opiekunkom i pielęgniarkom. Może nakreślę Wam mój charakter- byłam dzieckiem zawsze wycofanym, grzecznym, podatnym na manipulacje, szybko dostosowującym się do środowiska, w którym aktualnie przebywałam (w związku z tym zostawałam często liderem grupy, rozwiązywałam problemy między ludźmi w tych grupach, a ponieważ interesowałam się psychologią i potrafiłam słuchać bardzo mnie lubiono). Poza tym od zawsze kochałam dzieci i miałam do nich podejście, marzyłam o swoim od 14. roku życia.

Wiadomo jak to jest mieszkać z tyloma ludźmi, także chłopakami. Kilku się we mnie podkochiwało, ja zawsze byłam nieco zadziorna i prowokująca ale nie miałam ochoty na głębszą relację z kimś. Jednak podczas ferii zimowych przyjechał na oddział nowy chłopak. Dobrze mi się z nim rozmawiało. Zaczęliśmy ze sobą chodzić. To był mój pierwszy chłopak. Myślę, że się zauroczyłam. Ciężko powiedzieć, czy to miłość- raczej nie.  Kilka dni później wypuszczono mnie na przepustkę na pogrzeb babci. Pamiętam jak bardzo się stresowałam… Cała rodzina Świadków, patrzących na mnie spode łba, nikt nawet nie życzył mi kondolencji. Zdjęcia rodzinne beze mnie. Do tego docinki macochy, która nienawidziła mnie za sam fakt, że jestem podobna do mojej matki. Chciałam stamtąd uciec. Babcia była osobą, która jako jedyna nie bała się pojechać po mojej macosze i powiedzieć jej, że ma dać mi spokój i nie znęcać się nade mną psychicznie. Kochałam ją.

Po opuszczeniu zakładu wróciłam do domu. Mieszkaliśmy wtedy w kawalerce, 30m2, ja miałam pokój około 4 m2, więc zero prywatności właściwie. Mieliśmy też psiaka, husky’ego. Także ze swoimi problemami nie miałam gdzie uciec. Ponieważ rodzice byli Świadkami musiałam nadal chodzić na zebrania, przestrzegać ich zasad itd. Czułam, że się duszę. Masz wolną wolę ale to nasz dom i nasze zasady. Na zebraniach starałam się nie słuchać. Nie chciałam nadal mieć robionej wody z mózgu. Ale ponieważ bardzo cierpiałam to chciałam wrócić. Z moim pierwszym chłopakiem nie widzieliśmy się często, prowadziłam z nim studium przez telefon, by on też został Świadkiem a ja dałam pierwszy list z prośbą o przyłączenie. Wiedziałam jak pisać… Wyznac skruchę, że się zmieniłam i nigdy więcej nie będę niegrzeczna. Podkulić ogon, dać się poniżyć… Chciałam Wam opowiedzieć o jednym zdarzeniu, które bardzo mnie zabolało. Mój tato jechał w sprawach firmowych do miasta, gdzie mieszkał mój chłopak. Moja mama zakazała mi się z nim spotkać (pozwolili mi się z nim widzieć raz w miesiącu i to przy rodzicach, u nas w domu). Oczywiście się z nim spotkałam, byliśmy ze sobą już kilka miesięcy, ja miałam 17 lat. Całowaliśmy się i to tyle… Miałam wyrzuty sumienia. Wróciłam do domu. Mama od razu zaczęła mnie przesłuchiwać (rozmowy w domu wyglądały właśnie w taki sposób jak rozmowa ze starszymi na Komitecie Sądowniczym)

Mama- Widziałaś się z nim?

Ja- Tylko na chwilę mamo. Tęsknię za nim. Tylko rozmawialiśmy. Naprawdę…

Mama- Dopuściłaś się z nim do czegoś niemoralnego?!

Ja- Pokiwałam głową, że tak

Mama- Słyszałeś?! Wiedziałam, że się zeszmaci! <popchnęła mnie i chyba nawet uderzyła> MOGŁAM CIĘ ODDAĆ DO DOMU DZIECKA! Niewdzięczna gówniara! Zawsze mądrzejsza.

Ja- <nic nie powiedziałam, schowałam głowę w dłonie i zaczęłam płakać, schowałam się do łazienki a ona dalej krzyczała, nie dając mi nic powiedzieć>

Mama- Następnym razem oddam Cię do poprawczaka!

Nawet teraz poleciała mi łza. NIGDY nie powiedziałabym tak do mojej córeczki. Choćby nie wiem co zrobiła. Jak można tak powiedzieć własnemu dziecku?? Straciłam do niej szacunek. Codziennie powtarzała mi jak przeze mnie cierpi. Że ma przeze mnie depresję. Zaczęłam mieć problemy z sercem na tle nerwowym oraz bóle w okolicach jajników. Trafiłam do szpitala 2 razy w ciągu miesiąca. Nie chciała mnie odwiedzać… Było mi tam lepiej niż w domu. Było mi już obojętne co o mnie myśli. Często było tak, że mówiłam że jadę do ojca a jechałam gdzieś do dziewczyny czy do mojej przyjaciółki, która przez cały ten czas była dla mnie wsparciem. Byliśmy już ze sobą pół roku, więc zdecydowałam, że spróbujemy pierwszy raz się kochać. Przyjechał do mnie z kwiatami, rodziców nie było w domu. Od razu zabrał się do rzeczy. Zero jakiegoś rozluźnienia mnie. Zrobił swoje i się pożegnał… Wtedy widziałam go ostatni raz. Po raz kolejny czułam się użyta, wykorzystana i porzucona. Odezwały się moje rany z dzieciństwa. Do tego stopnia, że nie radziłam sobie z emocjami. Rodzice znów zawieźli mnie do Ośrodka tego 200km od domu. Wyjechałam na tydzień. Znów pełno Świadków namawiających mnie do powrotu. Poznałam tam jedną dziewczynę, która Świadkiem nie była. Bardzo impulsywną, silnie uzależnioną praktycznie od każdego narkotyku, nimfomankę z zaburzeniami osobowości. Mimo wszystko była bardzo wrażliwa, pisała wiersze, słuchała podobnej muzyki. Nie trzeba było mi wiele… Niektórzy może źle to odbiorą, bo przecież byłam prawie dorosła ale uważam, że uwiodła mnie. Sama nie zrobiłabym żadnego kroku. Kobiety nieszczególnie mnie pociągały, to ja pociągałam je. Ale nie potrafiłam powiedzieć komuś „nie”. Nie pisałam o tym wcześniej, bo nie chciałam tego poruszać… Byłam dzieckiem MOLESTOWANYM NA TLE SEKSUALNYM OD DRUGIEGO ROKU ŻYCIA, najpierw przez ojca, następnie przez dziecko w przedszkolu. Zawsze byłam uczona, że nie wolno mi nikomu o tym powiedzieć, pod różnymi groźbami. Taki był u mnie schemat. Tego mnie nauczono. Jesteś żeby zaspokajać potrzeby innych. Nieważne, że Ci z tym źle, że nie chcesz. Udawaj, że chcesz. Paula była psychopatką. Bardzo mnie skrzywdziła. Sprawa skończyła się na policji gdy uciekłam z domu i gdy zachęcała mnie, żebym dawała (za przeproszeniem) dupy na ulicy. Bo ona tak robiła. Sądownie zabroniono jej kontaktu ze mną dopóki nie skończę 18. roku życia. Wtedy wydawało mi się, że ją kocham. Ale niszczyła mnie psychicznie i nawet wtedy o tym wiedziałam. Dzwoniła w środku nocy naćpana, straszyła że się zabije. Jakiś czas później dostałam wiadomość, że jest w zakładzie psychiatrycznym i że nie żyje. Okazało się, że nacpana wyszła na ulicę z urojeniami, że ktoś chce ją zabić. Zatrzymywała samochody z nożem w ręce. Gdy przyjechała karetka już się powoli wykrwawiała… Wbiła sobie nóż w brzuch na głębokość 5cm. Uszkodziła narządy wewnętrzne. Jednak jej matka skłamała- jej córka żyła. Jakiś czas później odezwała się do mnie, widziałyśmy się. Później trafiła do więzienia na pół roku. Możecie więc sobie wyobrazić co przechodziłam. Była dla mnie bardziej przyjaciółką, po prostu chciałam jej pomóc, bo taka jestem. Byłam zdruzgotana… Popadałam w coraz głębszą depresję. Zdecydowałam, że się od niej odseparuję. Zaczęłam się udzielać towarzysko. Pierwszy raz poszłam do klubu na piwo. Nie do jakiejś żulerni. Byli tam NORMALNI ludzie, co oczywiście mnie zdziwiło („jak to? Czyli w klubach się nie gwałci? Prochu nie leżą pod każdym stołem?”- tak było mi to przedstawiane przez rodziców całe życie). Poznałam tam kilka naprawdę spokojnych osób w tym mojego drugiego chłopaka. Grał na gitarze, miał normalnych rodziców i siostrę. Mieszkał w domu na wsi. Był 6 lat starszy ode mnie. Bardzo szybko przeszliśmy do seksu. Ale tym razem było dobrze. Czułam jakąś przyjemność, przestałam się bać i chciałam tylko więcej i więcej. Pół roku później ze mną zerwał. To był mój pierwszy poważny związek, byłam zakochana i żyłam nadzieją, że do mnie wróci. Szybko więc powróciłam do błędnego koła, czyli możesz mnie wykorzystać ale bądź ze mną. Nie chciał związku ale seksu tak. W lato pojechałam z nim na Woodstock. Powiedziałam mu, że jestem w ciąży. Test pozytywny, ja przerażona, okresu nie ma od dwóch miesięcy bodajże. Miał to gdzieś… Jeszcze na Woodstocku zaczął mnie okropnie boleć brzuch. Byłam cała w krwi… Nie poszłam do lekarza, kupiłam podpaski. Cierpiałam kilkanaście godzin i było po wszystkim… Czułam pustkę. Byłam gówniarą, to fakt ale zawsze marzyłam o rodzinie. Wszystko zaczęłam sobie planować w głowie. Mój brzuch był trumną… dla mojego dziecka. Powiedziałam mu o tym tydzień później. Nie byłam z tym u lekarza, więc na 100% nie mogłam być pewna ciąży. Nawet nie powiedział „przykro mi”, nie przytulił. Jakiś czas później bardzo pokłóciłam się z rodzicami. Zaczęli mnie wyzywać od dziwek i najgorszych, bo miałam chłopaka. Zaczęłam pracę w firmie budowlanej, 2 h dziennie, po szkole sprzątałam dużą halę. Zarabiałam tyle że wystarczało mi na życie. Zaraz po kłótni, w ten sam dzień powiedziałam rodzicom, że jutro się wyprowadzam i zapytałam czy będą mi płacić za wynajem pokoju i psychologa, czy mam ich posądzić o alimenty. Zgodzili się płacić. Na jedzenie, ciuchy itd zarabiałam sama. Na drugi dzień już nie było mnie w domu. Dostałam herbatę, kawę i wyszłam… Chłopak wrócił do mnie przed moją studniówką, bo jak później przyznał- „na swojej nie byłem i chciałem się wkręcić”. Zepsuł mi oczywiście całą studniówkę. Kleił się do jakiejś dupy a jak ja rozmawiałam z kolegą to zaczął się ze mną kłócić i mnie odpychać. Zepsuł zabawę mi i przyjaciółce, która była na mnie wściekła. Nadal pracowałam i uczyłam się, chodziłam na terapię 2 razy w tygodniu do dobrego psychologa ale Świadka Jehowy, która powiedziała rodzicom, że nie będzie mnie leczyć pod kątem takim, bym wróciła do Zboru. Była naprawdę świetna. Poukładała mi wszystko w głowie. Nadal mam z nią kontakt, w tym samym czasie zaszłyśmy w ciążę, ma miesiąc starszego synka od mojej córy. :)

Pewnego dnia chłopak do mnie przyjechał, poprosił o żarcie (nigdy nic nie kupował, objadał mnie i za nic nie płacił pomimo że nie miałam kasy), że tak brzydko powiem wyru*ał mnie i powiedział, że ze mną zrywa. Ot tak. Po prostu. Zaprzyjaźniłam się z jego rodziną, byłam z nimi naprawdę blisko. Obserwowałam normalną rodzinę… Z moją nie miałam kontaktu, tylko przelew. Sądziłam się wtedy z ojcem o alimenty. Powiedziałam mu: „Nie, nie zrywasz ze mną. To ja zrywam z Tobą. Wypierdalaj i nigdy nie pokazuj mi się na oczy!”. Popłakałam trochę, było mi smutno. Zawsze źle znosiłam rozstania. Za każdym razem czułam ból w klatce piersiowej, jakby ktoś wyrywał mi serce.

Tydzień później ot tak weszłam sobie na jakieś strony internetowe. Pomyślałam: „może znajdę jakąś fajną koleżankę albo kumpla? Po co mi związek?”. Napisałam do dwóch osób, z czego jedna odpisała. Miałam wtedy 18 lat, byłam przed maturą 2 miesiące. Od razu wyczułam bratnią duszę, chciałam się z nim spotkać i porozmawiać. Tak się składało, że na drugi dzień byłam w mieście gdzie on mieszkał na urodzinach koleżanki, którą poznałam na pamiętnym Woodstocku i okazała mi wiele serca. Ale nie spotkałam się z nim. Napisałam, że nie rajcują mnie internetowe znajomości i zapraszam go do siebie jutro z whisky. Ku mojemu zaskoczeniu przyjechał. Był łysy i przypakowany, inteligentny i oczytany. Czyli inny niż wcześniejsi partnerzy. Spotkaliśmy się z moją koleżanką i jej chłopakiem u mnie w pokoju. Piliśmy troszkę, dosłownie kilka drinków, ja chyba dwa, bo chciałam zachowac dystans. Ale że chłopak przyjechał i był autem został na noc. Całą noc rozmawialiśmy. Wiedziałam, że będziemy razem już wtedy. I miałam rację. Na drugi dzień do mnie przyjechał, był 4 lata starszy. Pracował i uczył się zaocznie (studium masażu- co bardzo mnie cieszyło). Bałam się ale wsiadłam  z nim do auta i pojechałam… Miał swoją siłownię w piwnicy. Miała swój klimat i lubiłam tam siedzieć. Był wobec mnie bardzo delikatny, starał się dawac mi przyjemność. Zapewniał, że nie muszę się stresować, bo moje potrzeby są najważniejsze. To było coś nowego dla mnie… Po dwóch miesiącach znajomości i zaręczynach zaszłam w ciążę. Tak poznałam mojego męża… Człowieka, który dawał mi poczucie stabilizacji, ciepło i wsparcie. Słuchał każdej mojej historii bez osądzania mnie. Wzięliśmy ślub, gdy byłam w 6 miesiącu ciąży. Było mi przykro, że nikt z mojej rodziny nie chciał przyjść nawet do Urzędu Stanu Cywilnego.. Zaskoczyła mnie jednak moja mama i ojczym, którzy przyszli nawet na wesele. Niedługo będzie nasza druga rocznica. Mamy cudowną córkę, która jest zupełnie innym dzieckiem niż byłam ja. W czasie ciąży ukończyłam terapię. Zaczęłam żyć… Nasza córeczka ma ojca, który się z nią bawi i kocha.

Ale czas na wnioski. Sami pomyślcie.

Czy to w porządku, że dziecko które praktycznie od urodzenia było wykorzystywane seksualnie, poniżane i zastraszane w wyniku czego ma problemy z własną psychiką staje przed Sądem, a Ci którzy jej to zrobili nie ponoszą za to odpowiedzialności? Dlaczego JA straciłam kontakty z całą rodziną i przyjaciółmi a oni mają rodziny, są nadal w organizacji? Koszt za to będę ponosić już do końca życia. NIE DA się o tym całkowicie zapomnieć. Co prawda nie muszę już od dwóch lat brać leków (antydepresanty, przeciwpadaczkowe) ale byłam nimi szprycowana kilka lat, do tego terapia też nie należała do tanich- dlaczego to ja, czy moja mama musiała za to płacić a nie oprawcy? Nasuwa się jeszcze wiele innych pytań…

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii MOJA HISTORIA

 

Życia nastolatka- Świadka Jehowy CD

28 kwi

A więc skończyłam na sanatorium, tak? Hmm poznałam wtedy tą małą buntowniczkę i spodobała mi się. Tak fizycznie. No dobra, trochę mnie zauroczyła. Byłam bardzo zakompleksiona dziewczyną, tym bardziej  że od kiedy byłam wykorzystana seksualnie to zajadałam stresy i rozterki natury egzystencjalnej, więc właściwie już miałam niedużą nadwagę. Dla już nieco rozgrzanych Panów- nie, nic z nią nie zrobiłam i jakoś stłumiłam to w zarodku. Przecież Świadek Jehowy nie może zachowywać się niemoralnie ani mieć nieczystych myśli. Btw wiecie że jak miałam 12 lat i zrobiłam sobie dobrze to przyszłam z płaczem do mamy, czy mi wybaczy, że popełniłam taki grzech? Kupiła mi jakiś żel chłodzący, żeby mi się nie chciało. Serio. Ale idźmy dalej… Przejdźmy do czasu gdy moje życie nabrało mega ogromnego rozmachu. Czyli gdy miałam jakieś 15 lat. Byłam wtedy jakiś czas pionierką pomocniczą. Taki pionier ma chodzić od domu do domu określoną ilość godzin w miesiącu (chyba 50 ale już nie pamiętam). Zawsze wyrabiałam normę. Byłam dokładna i rzetelna. Potem zostałam pionierem stałym. Czułam się tak dojrzała duchowo. Chciałam, żeby w końcu rodzice byli ze mnie dumni. Rywalizowałam z bratem o ich uczucia i uwagę, szczególnie ojca. Poza tym mojej mamie zawsze coś nie pasowało… Ale do tego pewnie jeszcze dojdę. Chciałabym, żebyście byli wobec mnie wyrozumiali. Ciężko mi o tym pisać. Ale to, co będzie poniżej, może byc dla Was błahostką, wypocinami durnej nastolatki. Dla mnie był to dramat życiowy podsumowany serią okaleczeń, „gwałtów”, prób samobójczych… Niektórych spraw mogę nie opisać tak dokładnie, jak bym chciała. Ale w pewnych momentach mnie to zwyczajnie przerasta. Boję się też, że przeczyta to ktoś z moich znajomych albo że ktoś to źle odbierze, boleśnie skomentuje, czy wyśmieje. Ale z drugiej strony wyznanie tego bólu publicznie da mi siłę.

W poprzednim Zborze, czyli tym, w którym nadal był mój tato i brat była pewna dziewczyna. 2 lata ode mnie starsza… Flirtowała kiedyś z moim bratem. Okazało się, że jakiś czas temu wyjechała do babci, poczuła trochę wolności i zaczęła wpieprzać Acodin jak cukierki. Ja byłam wtedy pionierką stałą i miałam dać jej dobry wzór i ją wspierać. Byłam wtedy głupiutka, naiwna i nie potrafiłam się bronić. Ten instynkt u mnie gdzieś zanikł. Bo przecież jak to mówiła mama: „Nawet najgorszy Świadek jest lepszy niż najwspanialszy człowiek ze świata”. Więc zaprzyjaźniłam się z M(trololo- imię ukryte). Któregoś razu spała ze mną u mojego taty (mieszkałam u niego na weekendy robiąc jako służka dla mojej macochy), zaczęła mnie dotykać a mnie zamurowało… No wiecie. Tak delikatnie dotykać. Z drugiej strony było mi tak dobrze, że jej na to pozwalałam.No ale przecież tak nie wolno… Ale jest zajebiście! Ale nie wolno! KURWA wal się mózgu! I tak sobie leżałam i dawałam się dotykać czując jej ciepły oddech na karku… Bałam się, bo miałam przed oczami tamte wspomnienia… Ale ona była tak delikatna. Nie to co mężczyźni… Rozpływałam się pod wpływem jej dotyku i tylko marzyłam, by nie przestała. Nie spałyśmy całą noc. Wiedziałam, że dochodzi… i nie zabroniłam jej. Pokazała mi inne oblicze seksualności. Nigdy nie uprawiałyśmy seksu choćby oralnego. Nigdy się przed sobą nie rozebrałyśmy. Żeby nieco stłumić sumienie… Ocierałyśmy się tylko o siebie, całowałyśmy godzinami. Nic więcej… Ale dawało mi to taki haj, jakiego nie dałaby koka. Taki zakazany owoc. Pisałyśmy ze sobą cały czas. Nakręcałyśmy się. Ale w końcu moje sumienie nie wytrzymało. Zaczęłyśmy się kłócić, w między czasie byłam na ośrodku pionierskim. Jest taka zasada w Zborze, że jeśli ktoś ukrywa swój grzech to przez niego Bóg nie błogosławi całemu Zborowi. Pomyślałam, że to wszystko przeze mnie. Że wszyscy przeze mnie cierpią… Towarzyszyło mi ogromne poczucie winy … Zaczęłam brać Acodin. A ponieważ miałam już depresję i nerwicę lękową (16- latka!!!) i brałam leki to efekt był niezbyt miły. Wystarczyło 5 tabletek, bym miała haj taki jak ktoś po 30. (żeby sprostować- nie łykałam tabletek nałogowo, dosłownie kilka razy to zrobiłam). Oczywiście mój psycholog też był ŚJ, więc nie mogłam porozmawiać z nim o kwestiach wiary otwarcie. Był starszym… I cholernie kochanym człowiekiem, za którym tęsknię, niestety zmarł kilka lat temu na raka, był dla mnie jak ojciec. Ale o tym zaraz.

Zaczęłam się okaleczać, i to nie kreseczki by ktoś mi współczuł. Ból fizyczny dawał mi poczucie kontroli nad ciałem i umysłem. Raz chyba widziałam żyłę obok przeciętego miejsca. Mam wiele blizn… na rękach, nogach, brzuchu.  Chowałam te rany, by nikt się nie przywalał. Miałam wyrzuty sumienia, że nie mam poszanowania do życia, jak to mówią Świadkowie. Że nie spełniam kryteriów… W końcu nie wytrzymałam i łyknęłam 30 Acodinów. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Bum jestem w aucie BUM jestem w szpitalu BUM pielęgniarki wkładają mi cewnik na oczach wszystkich w poczekalni (lekarze i pielęgniarki są wredni bo uważają, że wtedy ktoś nie będzie im znowu robił problemu), krzyczę BUM lekarz wciska mi na siłę jakąś rurkę przez nos, chuj z tym że krew leci bo mam krzywą przegrodę, specjalnie włożył ją w tą dziurkę BUM rzygam na całą salę i wszystkie te kurwy… Urywane sceny. Brak kontaktu z rzeczywistością. Jedynie ból i pustka. Bum… sms od starszego, że gdy wyjdę ze szpitala mam komitet sądowniczy. Nie szanuję życia. W szpitalu leżałam tydzień. Mama wypisała mnie na własne życzenie i zabrała do takiego Ośrodka Psychoterapeutycznego 200km od domu, właśnie do tego psychologa, który był Świadkiem. Ośrodek był dość specyficzny bo… Byli w nim sami Świadkowie i wykluczeni. Ledwo stałam na nogach, byłam blada i dużo schudłam, drżały mi mięśnie… Otaczali mnie Świadkowie- ćpuny, kurwy, geje, anorektyczki… Czułam się tam zbyt normalna. Zbyt spokojna. Zawsze byłam nieco wycofana, wstydliwa, uczuciowa. Powiem Wam… Zryło mi to banię. Słuchałam różnych historii- uprowadzonych kobiet, gwałconych i bitych, molestowanych przez ojców, zmuszanych do jedzenia własnych rzygów. Można była tam przebywać od 18. roku życia. Mama się uparła, że mam tam być i ubłagała Piotra (tego psychoterapeutę), by mnie wziął. Czułam się skołowana. Dlaczego naród szczęśliwy tak wygląda? Co się do jasnej dzieje??  Poznałam wspaniałych ludzi… Ale wiecie co? Wszyscy byli nastawieni na jedno- wrócić do Zboru. Dlatego nie ćpamy- bo musimy wrócić.

Chyba nie dam rady pisać dalej… Nie wyobrażacie sobie, jak trudne jest to dla mnie.

<20 min później>

Jednak spróbuję… Gdy tam byłam zaczęła do mnie pisać przyjaciółka tej dziewczyny, którą poznałam w sanatorium. Napisała, że się we mnie zakochała… Z M właśnie zerwałam. Powiedziałam wszystko starszym i zostałyśmy ograniczone. Ja straciłam przywilej pioniera stałego miesiąc przed wyjechaniem na Kurs Pionierski. Do tego czasu głosiłam cały czas… Pytali o różne sprawy. Jak policja na przesłuchaniu. O sprawy intymne o których szczególnie ciężko było mi mówić z powodu wykorzystania. O sprawy tak naprawdę mało istotne np. „Czy miałaś z nią orgazm?”. A co was to kurwa obchodzi?!! Żona wam nie dała i próbujecie się podjarać, żeby później na ręcznym zjechać??!!

A więc Martyna… Całkowicie rozbita psychicznie wróciłam do domu. Rodzice byli wściekli. Mama ciągle płakała i wymiotowała obarczając mnie winą za swe złe samopoczucie. Z Martyną byłyśmy może z 2 miesiące. Miałam jakąś blokadę psychiczną przed orgazmem. Więc nigdy nie miałam jeszcze z nikim orgazmu od czasu gdy miałam 10 lat… Ukradłam tacie trochę tabletek na sen Imovane (mój ojciec zamienił alkoholizm na tabletki, nikt ze Zboru się wtedy go nie czepiał). Bardzo silne tabletki nasenne o działaniu psychotropowym bodajże. Martyna napisała, że mnie zdradziła i cały związek mnie okłamywała. Znów poczułam pustkę- nie mam rodziców, nie mam bliskiej osoby. Łyknęłam 5 tabletek na raz (po jednej POŁÓWCE, którą kiedyś raz wzięłam za pozwoleniem rodziców, widziałam Indianina na suficie). Płakałam… Zawołałam mamę, że wzięłam te tabletki- wystraszyłam się, nie chciałam umrzeć tylko uwolnić od bólu i myśli. Pamiętam, że zadzwoniła po karetkę. I to tyle. Ciemność… Nie pamiętam nic. Po kilkunastu godzinach obudziłam się w szpitalu. Ponoć sama poszłam do karetki, miałam płukanie żołądka a rano znalazłam w łóżku pampersa. Znów ten ból wszystkich flaków, nudności i czarny kał od węgla, zawroty głowy, osłabienie, niechęć do życia… Napisałam do zaprzyjaźnionego Starszego, który był naprawdę bardzo sympatycznym i cudownym miłym człowiekiem, czy mnie odwiedzi, bo źle się czuję i jestem w szpitalu. Odpowiedź: „Będziesz miała za 2 dni Komitet Sądowniczy. Nie mogę Cię odwiedzić”.

Jest zimowy wieczór… Jestem na przepustce ze szpitala i idę porozmawiać ze Starszymi. Zobojętnienie, wewnętrzna pustka, zapadanie się w nicość i poczucie ogólnego bezsensu… Trzech mężczyzn i ja. Nastolatka przeciwko nim… Jakieś wersety z Biblii, jakaś Strażnica. Nie słyszę nic. Słowa kotłują mi się w głowie. Brak poczucia teraźniejszości. Zostałam wykluczona. Przyznałam się do błędu, miałam znowu dziewczynę i do tego ten zamach na własne życie. Było mi wszystko jedno.  Nie wiem jak nazwać co czułam. Straciłam przyjaciół i rodzinę. Bo podjęłam złą decyzję w wieku 12 lat… Bo nie miałam świadomości, czym to może skutkować. Byłam wyklęta. Byłam odstępcą. Nie można się do mnie uśmiechnąć. Nie ważne ile lat służyłam prawdzie i jak bardzo się starałam… Teraz jestem gorsza niż obca…

Mama za karę (w nadziei że to mnie nawróci na dobrą drogę) wysłała mnie do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. W pierwszy dzień ktoś mnie pociął kawałkiem plastiku. Popieprzone dzieci, które zabijały swoich rodziców i ćpały. Ale ja przecież miałam dziewczynę i myśli samobójcze, więc jestem taka jak oni… Po pewnym czasie się zaaklimatyzowałam. Często płakałam. Nie mogłam spać. Miałam koszmary i to tak realistyczne, że mieszały mi się z prawdą. Po wykluczeniu śniło mi się długi czas, że moja przyjaciółka umiera, a ja nie mogę przyjść na jej pogrzeb ani nie mogłam się z nią pożegnać, bo jestem wykluczona. Mój brat nie zaprosił mnie na własny ślub. Do tego umarła mi babcia (wszystko to w czasie, gdy byłam w psychiatryku). Przepraszam Was bardzo ale popłakałam się już.. Nie potraficie sobie wyobrazić, co wtedy przeżywałam…

Mam do Was prośbę. Jeśli potraficie się do tego ustosunkować… Napiszcie. Nie wiem już, co było naprawdę złe. Czy zasłużyłam na wykluczenie i takie traktowanie? Czy moja mama dobrze zrobiła tak mnie karając? Te pytania mnie gnębią co jakiś czas. Chętnie przeczytam Wasze odczucia na ten temat jako osób postronnych.

Dobrej nocy, może dokończę jutro…

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii MOJA HISTORIA

 

Życie nastolatka Świadka Jehowy

28 kwi

Po sytuacji z molestowaniem seksualnym zostaliśmy przeniesieni do innego zboru. Nie miałam już kontaktu z tamtymi koleżankami, zmiana środowiska mnie przytłoczyła. Polubiliśmy z czasem kilka rodzin. Między innymi młode małżeństwo- Nadzorca Zboru i jego żona (aktualnie jest on mężem mojej mamy, fajnie co nie?). Zaczęłam ubiegać się o chrzest, gdy miałam 12 lat. Nie byłam tego pewna. Rodzice akurat byli w trakcie rozwodu, ja czułam się rozbita i jakby „pusta”. Korzystałam z opieki psychoterapeutki dziecięcej i pomalutku dochodziłam do siebie po traumie. Zrozumiałam, że mój tato wcale nie jest taki fajny i chciałam by mama się z nim rozwiodła, co oczywiście skutkowałoby wykluczeniem mamy z organizacji. Mama więc starała się dowieść, że tato molestował mnie seksualnie, gdy byłam małym dzieckiem. Wtedy miałaby podstawy do rozwodu (biblijne) i nie zostałaby wykluczona. Przygotowywałyśmy się do przeprowadzki, nowego życia. Wiedziałyśmy, że nie będziemy mogły liczyć na wsparcie finansowe ojca. Że będzie ciężko. Mój brat oczywiście został z ojcem (miał kasę, kupował mu wszystko co chciał brat, więc po co żyć w biedzie?).

Mama jednak zdecydowała przeprowadzić się nie sama… Ale z Nadzorcą Zboru, który miał żonę. Dosyć, że musiałam żyć z wykluczonymi, być odpychaną przez (kolejny, już trzeci) nowy Zbór to od razu miałam nowego „tatę”. Poza tym musiałam tez zmienić szkołę. Mieszkałam wcześniej w dużym domu dwupiętrowym, teraz w małej kawalerce.  Zaczął się wtedy u mnie okres buntu.

Jakiś czas później, gdy moi rodzice zostali przyłączeni do Zboru ŚJ wyjechałam do sanatorium. Wtedy pierwszy raz zetknęłam się bliżej z innym środowiskiem. Zainteresowałam się dziewczyną, która słuchała delikatnego metalu. Pamiętam ten dreszczyk emocji, gdy włączyłam System Of A Down. :D Bałam się, że zaraz mnie Szatan opęta, czy coś w tym stylu. :D Przecież to muzyka przesiąknięta złem, nienawiścią do świata i do tego każe zabijać rodziców (ponoć jedna nastolatka zabiła swoich rodziców pod wpływem tak zwodniczej muzyki :D). No oczywiście zaczęłam też pierwszy raz troszkę przeklinać. A ponieważ zaczęłam gimnazjum miałam jedną przyjaciółkę, która jest ze mną do dziś. Zawsze mogę na nią liczyć i serdecznie pozdrawiam tego Głąba. <3 Oczywiście ponieważ zaczęłam „przyjaźnić się ze światem” i słuchać złej muzyki do tego klnąć to moja mama doniosła o tym starszym w wyniku czego miałam pierwszy mały komitet sądowniczy. Właściwie jeszcze nie komitet ale taką poważną rozmowę ze Starszymi.

A! Zapomniałam wspomnieć, że mój ojciec wziął ślub miesiąc po mojej mamie z 10 lat młodszą psychopatką, która zniszczyła mi kilka lat życia. :) Ej, wiecie co? Już nie mam sił pisać, bo na samo wspomnienie się zdenerwowałam. Do tego jestem głodna. :/ Napiszę później. :)

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii MOJA HISTORIA

 

Życie dziecka- Świadka Jehowy część II- Molestowanie seksualne

26 kwi

Tak jak pisałam wcześniej. Mój brat zaprzyjaźnił się z pewnym chłopakiem ze zboru, Pawłem. Ja miałam niecałe 9 lat, brat 12 a kolega 16. Jego rodzice byli bardzo przykładni, oddali pół domu na Salę Królestwa. Jego ojciec miał dodatkowe przywileje w zborze. Przyjaźniłam się jeszcze z siostrą Pawła, Anią, miała wtedy 11 lat.

Ogólnie mój brat i Paweł często zamykali się ze sobą w pokoju i oglądali coś na komputerze. Mnie nie wpuszczali do środka. Pewnego dnia zobaczyłam przez dziurkę od klucza, że brat się masturbuje przy porno. Hm. Zapytałam go co to było, powiedział, że specjalne filmiki i pokazał mi jeden. Okazało się, że miał ich już jakieś 500 na komputerze. Paweł je przywoził i zgrywał na dysk. Nie za bardzo wiedziałam, o co chodzi. No ale ponieważ brat wpadł i się dowiedziałam to zaczęli rozmawiać ze mną we dwoje, żeby się razem pobawić. Graliśmy na początek w karty. Zasady były proste- przegrywasz, ściągasz jedno ubranie. Czasami rodzice byli w domu. Mama mogła w każdej chwili wejść i nas zobaczyć. Dlatego niekiedy takie zabawy trwające po kilka godzin kończyły się w brudnej piwnicy lub pomieszczeniu gospodarczym bez ogrzewania (czy zima, czy lato). We dwoje się mną bawili… Później już nie była potrzebna żadna gra, czasami „papier, nożyce, kamień”.

Pierwszy orgazm był dziwny, bo nie wiedziałam, co się dzieje. Paweł powiedział, że to „uczucie”. Nie wiedziałam, że to nazywa się orgazm. Gdy nie było Pawła to w nocy przychodził do mnie brat. I tak codziennie. Czasami miałam otwarte ranki na narządach płciowych, bo było to tak często. Pamiętam, jak cieszyłam się, że jadę do szpitala na operację. Płakałam, gdy musiałam z niego wyjść, bo wiedziałam, co znowu będzie się działo. Nie mówiłam nic nikomu przez półtorej roku. Żyłam z okropnymi wyrzutami sumienia, że skrzywdzę przez to rodziców, bo zgrzeszyłam i że Bóg mnie za to zniszczy w Armagedonie.
Poza ty bałam się, że Paweł coś mi wtedy zrobi… Mówił, że mnie zgwałci, jeśli coś komuś powiem.

Pewnego razu razem z bratem wybraliśmy się do nich na noc. Oczywiście (już wtedy zdarzało się nam bawić w czwórkę z Anią) Paweł był bardzo zły i chciał pocieszenia. Mój brat zajmował się Anią, która leżała obok mnie. A Paweł próbował pierwszy raz mnie zgwałcić. Trzymał mnie na siłe, mówił że jak się nie rozluźnię to będzie bolało. I bolało… Zacisnęłam pośladki z całej siły, byleby tylko nie dał rady wsunąć we mnie penisa. Udało mi się wyrwać, pobiegłam naga do łazienki… Siedziałam tam na kafelkach przez jakieś 2 godziny (a może było to 10 minut? Nie wiem, ciągnęło się to w nieskończoność) i śmiałam się w głos. Chciałam umrzeć. Paweł dobijał się do drzwi i krzyczał… Poczekałam, aż się uspokoił i wyszłam z łazienki. Udawaliśmy, że nic się nie stało. Możecie sobie wyobrazić naprawdę dużego penisa i faceta mającego prawie 2 metry wzrostu (był wysoki i dobrze obdarzony) i małą, drobną dziewczynkę.

Nie chcę opowiadać więcej… Są to dla mnie naprawdę ciężkie wspomnienia i bardzo bolesne. Przepracowałam to z psychologiem ale nie lubię o tym opowiadać. Przejdę do meritum, ponieważ mój blog ma pokazać, jak zachowuje się w tej sytuacji zbór…

Po półtorej roku, gdy chciałam zajść w ciążę, by ktoś zauważył, że jest mi wyrządzana krzywda powiedziałam o tym mamie… Miałam wtedy 11 lat. Mama powiedziała o tym rodzicom Pawła. Wniosłyśmy też oskarżenie do Sądu (tego normalnego, nie w zborze ;) ). Jaki był tego efekt? Upokarzający. Starsi Zboru przyjechali do nas na rozmowę. W gronie rodziny. Jeden z nich powiedział do mnie (te słowa nadal grzmią mi w uszach): „Przecież Cię nie przywiązał”. No przecież… Mogłam uciec, mogłam powiedzieć o wszystkim od razu, mogłam [...]. Mogłam wiele- ja, dziesięcioletnia dziewczynka przeciwko nastolatkowi. Gdy to powiedział wyszłam. Wyszłam i się rozpłakałam. Przeniesiono nas do innego Zboru. W innym mieście. Tamta rodzina nie poniosła żadnych konsekwencji. Zabroniono także mówić nam o tym innym współwyznawcom.

A jak skończyła się rozprawa w Sądzie? Nie byłam na niej obecna. Miałam tylko wszystko opisać na kartce. Moja mama chcąc dowiedzieć się, jaki jest wynik rozprawy musiała przekupić Sędziego (!!!) i dowiedziała się, że… ONA dostała nadzór kuratora, a Paweł został uznany za niewinnego i nic mu nie zrobiono ze względu na to, że- uwaga uwaga- rodzicom było bardzo przykro.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii MOJA HISTORIA

 

Czym grozi wykluczenie?

24 kwi

Wykluczenie grozi przede wszystkim zerwaniem wszelkich kontaktów z rodziną i znajomymi. Z całkowitą separacją od poprzedniego życia. Nie można też wypowiadać się publicznie na zebraniach. Warto wspomnieć też o ranach emocjonalnych. Wielu wykluczonych ma zaburzenia na tle nerwowym, cierpi na bezsenność, depresję. Wszystko jest zrobione tak, by „odstępca” miał wyrzuty sumienia i starał się powrócić do organizacji. Do wykluczonego żaden ŚJ nie może się odezwać. Nawet rodzina nie może się z nim przywitać. Gdy wykluczony przychodzi na zebrania- nie można podawać mu ręki a ten nie może zabierać głosu publicznie. Oczywiście głosić też nie może. Musi przychodzić na zebrania ostatni o wychodzić pierwszy.

Jeśli chodzi o sam Komitet Sądowniczy… Zbiera się kilku Starszych, w tym Przewodniczący Zboru. I tutaj zależy wszystko od ich humoru i poziomu skurwysyństwa Przewodniczącego, bo jego głos jest najważniejszy. Ogólnie to jesteś zarzucany wersetami, literaturą, wszyscy pokazują Ci Twój grzech, zadają krępujące pytania, często bardzo intymne a nawet niezbyt związane ze sprawą. Nie masz możliwości bronienia się. Masz dwie opcje- przyznać się, upokorzyć, przeprosić, błagać o litość i zapewnić, że wiesz że zrobiłeś źle i że nigdy więcej tego nie zrobisz (i wtedy kończy się to zwykłym upomnieniem- osoba upomniana może głosić i mieć kontakt z innymi ŚJ ale nie ma głosu na zebraniach i nie może mieć dodatkowych przywilejów. Jeśli ktoś był pionierem lub starszym to już nie jest) albo olać sprawę lub się wkurwić ewentualnie nie przyznać się do tego, co Ci zarzucono i zostaniesz wykluczony.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii WYKLUCZENIE

 

Ograniczenia… i obowiązki

24 kwi

Jak pewnie każdy doskonale wie, jako Świadek Jehowy musisz liczyć się z różnymi ograniczeniami wynikającymi z przekonań i nauk.

  1. Nie wolno uczęszczać na dyskoteki.
  2. Nie można przyjaźnić się z ludźmi „ze świata”.
  3. Nie można się upijać.
  4. Nie można palić papierosów (kiedyś można było ale nagle Bóg zmienił zdanie :D)
  5. Oczywiście nie można mieć tatuaży (po odejściu od razu zrobiłam sobie dwa).
  6. Nie oddawaj czci fałszywym bożkom itd.- zero śpiewania hymnu (nawet szkolnego).
  7. Pornografia jest zła.
  8. Masturbacja jest jeszcze gorsza.
  9. Seks przedmałżeński jest traktowany na równi z morderstwem.
  10. Nie czytaj choćby gazetek katolickich (zaśmiecanie umysłu).
  11. Nie wolno Ci UPRAWIAĆ SEKSU ORALNEGO, ANALNEGO NAWET ZE WSPÓŁMAŁŻONKIEM. (tak robią tylko geje i lesby).
  12. Nie wolno Ci przyjąć transfuzji (moja znajoma umarła dzięki temu- pozdro dla Boga kochającego, wyrozumiałego…)
  13. Ani spożywać krwi (np. kaszanka).
  14. Przeklinać.
  15. Kłamać.
  16. Obchodzić urodzin.
  17. Mówić „Twoja Stara”. :P
  18. Właściwie to nie wolno Ci wielu rzeczy, których masz się domyśleć, które MOGŁYBY kogoś zgorszyć.

Przykład:

Jako nastolatka zaczęłam rozwijać swoje talenty. Chciałam w końcu się czymś zainteresować, więc zaczęłam malować. Przeszłam na tematykę aktów kobiecych. Nie rysowałam rozkraczonych pizd za przeproszeniem- ewentualnie pośladki. Oczywiście rodzice od razu w strachu, budzą mnie o drugiej w nocy „Bo tatuś (ojczym) szukał kilka godzin w internecie informacji na ten temat i ktoś napisał, że to pornografia”. Rozmawiali ze mną co  najmniej przez godzinę pokazując jak bardzo jest to złe oraz czytając wybrane przez siebie brednie z internetu, żeby nie było, że tylko oni są po*ebani. Oczywiście wszystkie moje prace zostały wyrzucone a ja miałam zakaz rysowania.

MUSISZ:

  1. Głosić od domu do domu i zdawać z tego sprawozdania, czyli tzw. „owoc”.
  2. Prowadzić ścisłe notatki dotyczące Twojego terenu.
  3. Prowadzić studium osobiste, czytać Biblię i oczywiście czasopisma.
  4. Udawać, że jesteś szczęśliwy- nawet, gdy masz ochotę zwyczajnie zdechnąć (jesteśmy narodem szczęśliwym).
  5. Przejawiać owoce ducha.
  6. Kochać to, co robisz.
  7. Pokornie przyjmować „rady” starszych.
  8. Zgadzać się z tym, co pisze w czasopismach.
  9. Dbać o porządek.
  10. i wiele wiele innych… jak coś mi przyjdzie do głowy to dopiszę.

Przykład:

Gdy szłam głosić od domu do domu dostawałam swój teren osobisty (jakąś konkretną ulicę). Musiałam w notesie zapisywać numery domów i pisać wszystko, co się dało, co można było wykorzystywać później przy odwiedzinach. Dajmy na to „Pani Kasia, około 30 lat, ma dwójkę dzieci- spróbować wcisnąć jej broszurkę na temat szczęścia rodzinnego (bo nie będąc Świadkiem nie ma o nim pojęcia)”.

Moje wywody:

Ogólnie to… Mam wrażenie, jakby niektórzy byli ograniczeni umysłowo. Nie da się z nimi rozmawiać. Są „przeszczęśliwi” aż do porzygu. Nadal mam kontakt (chociaż sporadyczny) z mamą (ponieważ urodziłam córkę) i czasami marzę o tym, by tylko od niej wyjść… Dosłownie. Czuć od nich takie przekłamanie. Ciężko to ubrać w słowa.  Słyszeliście o tzw „wampirach energetycznych”? Tak właśnie jest w towarzystwie Świadka Jehowy, który jest bardzo zaangażowany w sprawy Królestwa. Nie możesz polemizować z tą osobą na tematy wiary.  Oj nie… On i tak znajdzie argument przeciwko Tobie. Nie ma na nich sposobu, a raczej na to, by „przetłumaczyć” im, że nie ich wyznanie nie jest prawdziwe. Skoro wszyscy są szczęśliwi, skoro to tak za*ebista organizacja to czemu córka przewodniczącego zboru i zarazem moja najlepsza przyjaciółka regularnie się okaleczała, po kryjomu ćpała i paliła i chciała umrzeć? Jej rodzice byli bogaci, niczego jej nie brakowało, ogólnie byli postrzegani jako idealna, szczęśliwa rodzina. Więc czemu? Bo żyła w zakłamaniu. Bo wiedząc, że coś jest głupie, bezsensowne musiałyśmy się uśmiechać i przytakiwać w strachu przed wykluczeniem, ograniczeniem, osądem, utraceniem kontaktów z najbliższymi przyjaciółmi i rodziną.

Dlaczego tak mało Świadków nie pisze wprost o tym, co się działo? Jestem 5 lat po wykluczeniu. Wiem, co się dzieje w głowie na początku- nie mogłeś mieć kontaktów ze światem zewnętrznym, z resztą byłeś wyśmiewany i odpychany przez to środowisko, a teraz wszyscy, których znałeś traktują Cię gorzej niż psa, jak trędowatego (takie porównanie jest w Biblii), jakbyś nigdy nie istniał. Co się dzieje dalej? Boisz się choćby źle pomyśleć o starszych i zborze- fakt, czujesz frustrację i SŁUSZNY gniew ale gówno Ci to da, bo nie masz możliwości nawet wyjaśnienia, co się stało. Jesteś sam. I reszta ma to głęboko w d*pie. To, że wysilałeś się przez tyle lat, wypruwałeś żyły kosztem szkoły, pracy, życia osobistego- nie ma znaczenia. Po wykluczenia z organizacji byli członkowie boją się nawet źle pomyśleć o zborze i starszych. Ja bałam się podświadomie, że spotka mnie jakaś kara. Bo jak się nie bać, kiedy żyło się ciągle w strachu i stresie?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Zasady gry

 

Życie dziecka- Świadka Jehowy

23 kwi

Byłam wychowywana w rodzinie Świadków Jehowy- tak jak pisałam wcześniej. Mój ojciec jest alkoholikiem (oczywiście jest Świadkiem). Mamy dom na wsi. (Na bieżąco będę opisywać różne zachowania i sytuacje, czasami wracać do wcześniejszych wydarzeń, gdy mi się coś przypomni). Ogólnie ciężej jest o kontakt ze światem dziecku, które mieszka na wsi niż temu, które wychowywane jest w dużym mieście. Tak więc dosyć że byłam separowana od środowiska zewnętrznego przez rodziców i narzucane im zasady przez religię to przez samo miejsce zamieszkania. Zawsze byłam posłusznym, pokornym dzieckiem. Miałam brata- 3 lata ode mnie starszego.

Co do alkoholizmu ojca… Pamiętam, że starsi nie chcieli go wykluczyć, bo nie wierzyli mojej mamie, gdy zapłakana przyszła im powiedzieć, że ojciec straszył że ją pobije, że ją gwałcił. Nikt nie chciał uwierzyć ani pomóc. Więc wiele lat ojciec był w zborze robiąc co chciał. Później został wykluczony na jakiś rok i wrócił do zboru. Nie rozumiałam dlaczego nikt z nim nie rozmawia. Miałam może 6 lat.

Moja mama była wyczerpana emocjonalnie. Pamiętam, że nie mogła się ruszyć po próbie samobójczej. Widziałam, jak wymiotowała kilka godzin i chowałam się w szafie. Tak, szafa to było moje ulubione miejsce. Czy ktoś o tym wiedział? Nie. Z resztą mama miała skłonność do przemocy wobec nas. Nie mam jej tego za złe. Pamiętam, że gdy coś zbroiłam i płakałam jej na ramieniu błagając by mnie nie biła, bo będę już grzeczna tłumaczyła mi, że w Biblii pisze, że „rodzice, karćcie swoje dzieci, ukierunkowując…”, więc musi mnie zbić, bo Bóg mnie zabije w Armagedonie. Nie chcę się zbytnio rozwodzić nad tymi sytuacjami. Są dla mnie bolesne i mają niewielki związek z tym co działo się później.

W szkole dzieci bardzo często się ze mnie naśmiewały. „Kocia wiara” itd. Byłam zawsze wytykana palcami. Nigdy nie wstawałam, gdy dzieci śpiewały hymn. Gdy nauczycielka kazała mi śpiewać, musiałam się tłumaczyć przy całej szkole, że jestem dumnym Świadkiem Jehowy i tego nie zrobię. Nie mogłam razem z dziećmi uczyć się do komunii ani chwalić później co dostałam. Mówiłam, że nie potrzebuję okazji, by rodzice dali mi jakiś prezent. Ale tak naprawdę nie dostawałam od nich prezentów… Nie wychodziłam z koleżankami na podwórko. Rodzice tłumaczyli mi, że to przecież „ludzie ze świata” i nie można się z nimi przyjaźnić. Pamiętam, jak dostałam kiedyś mikołaja z czekolady od sąsiada. Byliśmy biedni… Czasami nie było co jeść. Nawet nie marzyłam o czymś słodkim. Moja mama nawrzeszczała na mnie, że mam iść go oddać i wyjaśnić, że jestem Świadkiem i nie popieram czegoś takiego.

Jednak to tylko takie drobnostki… Właściwie moje życie nabrało tempa gdy miałam 8-9 lat i zaczął się z moim bratem przyjaźnić syn Przewodniczącego Zboru, mieszkający nad Salą Królestwa. To, co mi zrobił miało wpływ na moje dalsze życie. I ma wpływ do dziś. Ale o tym napiszę w kolejnym wpisie, gdy tylko zbiorę siły.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii MOJA HISTORIA